— Czy nie zechce pan przyjść na chwilę — rzekł do mnie dziwnym głosem.

— Cóż takiego, Conseil?

— Niech pan patrzy.

Wstałem, usiadłem koło szyby i spojrzałem. W falach światła elektrycznego spostrzegłem w łonie wód zawieszoną wielką, czarniawą i nieporuszoną masę. Przyjrzałem się jej uważnie, pragnąc rozpoznać naturę tego olbrzymiego wieloryba. Nagle myśl straszna przeszła mi przez głowę.

— To okręt! — zawołałem.

— Tak — odparł Kanadyjczyk — okręt rozbity, który idzie na dno.

Ned Land nie mylił się. Mieliśmy przed oczami statek z linami poobcinanymi i wiszącymi jeszcze przy łańcuchach. Pudło zdawało się być w dobrym stanie; widocznie rozbicie zdarzyło się zaledwie przed kilku godzinami. Trzy pnie masztów zdruzgotanych w wysokości dwóch stóp ponad pomostem wskazywały, iż statek musiał postradać maszty; leżąc na boku, napełnił się wodą i przechylał się więcej na prawą stronę. Smutny zaiste widok tego szkieletu pogrążonego w morskich głębinach, ale smutniejszy stokroć obraz pokładu, na którym leżało jeszcze kilka trupów zaplątanych między linami! Naliczyłem cztery — czterech mężczyzn, z których jeden stał jeszcze u steru, i kobietę na wpół wychyloną z okienka kajuty i trzymającą dziecko na ręku. Mogłem nawet rozpoznać jej rysy jasno oświetlone latarnią „Nautilusa” i uszkodzone przez wodę. W ostatnim wysiłku zdołała snadź podnieść jeszcze dziecię ponad swoją głowę; rączki biednego dziecięcia oplotły silnie szyję matki! Postawa czterech marynarzy wydała mi się straszliwa; wijąc się w konwulsyjnych ruchach, widocznie ostatnich sił dobywali dla wyrwania się spomiędzy lin przykuwających ich do statku. Jedna tylko postać spokojna, z twarzą surową i poważną, z siwiejącymi włosami przylegającymi do czoła, z ręką jak przyrośniętą do koła steru — słowem, sternik zdawał się jeszcze kierować swoim trzymasztowcem w otchłaniach oceanu!

Co za scena! Staliśmy oniemiali, z bijącym sercem wobec tego rozbicia widomego w stanowczej chwili, jakby odfotografowanego w ostatniej minucie. Widziałem już ogromne rekiny zbliżające się z pałającymi ślepiami do tej przynęty z ciała ludzkiego!

Tymczasem „Nautilus” zręcznie kierowany opłynął zatopiony statek, na którego tablicy przytwierdzonej od tyłu mogłem wyczytać napis:

Florida, Sunderland.