— Nigdy, Conseil.
— Prócz tego pan Nemo, który zupełnie usprawiedliwia swoje łacińskie nazwisko, nie więcej nam zawadza, niż gdyby go wcale nie było.
— To prawda, Conseil.
— Myślę tedy, z przeproszeniem pańskim, że dobrym rokiem byłby rok, który by nam pozwolił wszystko zobaczyć.
— Wszystko zobaczyć, Conseil? Może by to było trochę za długo. Ale co też Ned Land o tym myśli?
— Ned Land myśli wręcz przeciwnie niż ja — odpowiedział Conseil. — Jest to umysł pozytywny i żołądek wymagający. Patrzeć na ryby i jeść ciągle same ryby to za mało dla niego. Brak wina, chleba, mięsa nie do smaku godnemu Saksonowi nawykłemu do befsztyków, którego whisky i jałowcówka, w miarę użyte, wcale nie straszą.
— Co do mnie, Conseil, to mi wcale nie robi przykrości i zupełnie godzę się z tutejszą kuchnią.
— I ja tak samo — odpowiedział Conseil — toteż równie rad bym tu zostać, jak jegomość Ned Land pragnąłby drapnąć. Zatem jeżeli zaczęty rok będzie zły dla mnie, to będzie dobry dla niego i na odwrót. Wreszcie życzę panu tego, co może mu sprawić przyjemność i koniec.
— Dziękuję ci, Conseil. Poproszę cię tylko, żebyś rzecz o kolędzie130 odłożył na później, a tymczasem przyjął serdeczny uścisk ręki. Na teraz nie mam nic więcej.
— Pan nigdy jeszcze nie był tak hojny jak dzisiaj — rzekł poczciwy chłopiec i odszedł.