Piorun kapitana Nemo
Spojrzeliśmy w stronę lasu, nie podnosząc się.
— Kamień ten nie spadł z nieba — rzekł Conseil — chyba byłby aerolitem.
Poparł tę uwagę drugi kamień, starannie zaokrąglony, wytrącając Conseilowi z ręki soczyste udko grzywacza.
Zerwaliśmy się wszyscy, gotowi wystrzałami odpowiedzieć na wszelką zaczepkę.
— Czy to małpy? — zawołał Ned Land.
— Coś bardzo podobnego — odpowiedział Conseil — bo dzicy.
— Do łodzi! — zawołałem, zwracając się ku morzu.
Istotnie trzeba było się cofać, bo zaledwie o sto kroków od nas, na skraju gąszczu, zasłaniającego widnokrąg z prawej strony, pokazało się ze dwudziestu krajowców uzbrojonych w łuki i proce.
O jakie dziesięć sążni od nas stało nasze czółno. Dzicy zbliżali się, nie biegnąc, ale nie skąpiąc nam oznak zaczepnych: gradu strzał i kamieni.