Pracowałem, ale wkrótce temperatura tak się podniosła, że niepodobna już było wytrzymać.

„Chyba pożar na pokładzie?” — pomyślałem.

Chciałem opuścić salon, gdy wszedł kapitan Nemo. Zbliżył się do termometru, spojrzał z uwagą i rzekł, obracając się do mnie.

— Czterdzieści dwa stopnie.

— Czuję to na sobie, kapitanie — odpowiedziałem — i jeśli to gorąco trochę się powiększy, nie wytrzymamy dłużej.

— O! Panie profesorze, gorąco się nie powiększy, jeśli nie zechcemy.

— Więc możesz pan łagodzić je według swego upodobania?

— Nie, lecz mogę oddalić się od ogniska, które je wydaje.

— Jest więc zewnątrz statku171?

— Rozumie się. Płyniemy w prądzie wody wrzącej.