I rozwinął na przodzie swego statku czarną banderę, taką samą, jaką zatknął na biegunie południowym.

W tej chwili jedna z kul uderzyła ukośnie w „Nautilusa”, nie zrobiwszy mu żadnej szkody, odbiła się od niego i przelatując blisko kapitana, upadła w morze.

Kapitan Nemo wzruszył ramionami, a zwracając się do mnie — rzekł krótko:

— Zejdź pan i wy zejdźcie.

— Panie — zawołałem — więc pan uderzysz na ten okręt?

— Panie! Zatopię go — była odpowiedź kapitana.

— Pan tego nie zechcesz zrobić! — odparłem.

— Zechcę zrobić i zrobię — rzekł kapitan zimno. — Nie waż się pan sądzić mego postępowania. Fatalność chce, byś pan zobaczył to, czego nie powinien byś widzieć. Zaczepiono mnie, moja odpowiedź będzie straszna. Zejdź pan.

— Co to jest za okręt?

— Pan nie wiesz! tym lepiej; przynajmniej to jedno tajemnicą będzie dla was. Schodźcie!