Poszedłem do salonu. „Nautilus” trzymał się ciągle na powierzchni. Światło poranne wciskało się w płynne warstwy wód. Niekiedy, przy pewnym kołysaniu się fal, szyby zalewała czerwona jasność wschodzącego słońca.
To wstawał straszny ów dzień 2 czerwca.
O godzinie 5 log218 wskazywał, że „Nautilus” płynie wolniej. Widocznie pozwalał okrętowi zbliżyć się do siebie; zresztą i huk strzałów coraz wydatniej słyszeć się dawał. Kule orały otaczającą nasz statek wodę, wciskając się w nią z dziwnym jakimś świstaniem!
— Moi przyjaciele — rzekłem — nadeszła chwila działania; uściśnijmy sobie ręce i oddajmy się boskiej opiece.
Ned Land był zdecydowany, Conseil spokojny, ja zaś podniecony nerwowo, zdolny zaledwie panować nad sobą.
Przeszliśmy do biblioteki. W chwili, gdym otwierał drzwi prowadzące ku głównym schodom, usłyszałem, że wyjście na zewnątrz zamykano nagle. Kanadyjczyk rzucił się ku schodom, alem go zatrzymał. Dobrze znany nam odgłos dał się słyszeć; to woda zapełniała zbiorniki statku. Toteż po chwili „Nautilus” zagłębił się na kilka metrów pod powierzchnię morza.
Za późno zatem było już brać się do tego, cośmy zamierzali. „Nautilus” nie myślał uderzyć na powierzchni, bo tam pancernik okryty był pancerzem nie do przebicia; chciał więc uderzyć na niego pod powierzchnią wody, gdzie skorupa żelazna nie osłaniała już ścian okrętu.
Byliśmy więc znów więźniami, świadkami z musu dramatu, który miał się rozegrać niezadługo. Zresztą nie stało czasu na rozważanie sytuacji. Zebrani w mojej kajucie spoglądaliśmy w milczeniu jeden na drugiego. Ogarnęło mnie oburzenie, myśl przestała działać. Znajdowałem się w stanie tak przykrym jak człowiek oczekujący na chwilę strasznego wybuchu. Czekałem, nasłuchiwałem, żyłem tylko słuchem.
Szybkość „Nautilusa” wzmogła się widocznie. Nabierał rozpędu. Cały kadłub jego drżał jak żywy.
Nagle krzyknąłem; poczułem uderzenie, choć stosunkowo lekkie — taka była niezmierna siła, wciskająca w okręt ostrogę „Nautilusa”. Słyszałem tarcie się i trzeszczenie. „Nautilus”, uniesiony potęgą rozpędu, przeszył cały okręt w poprzek, jak igła płótno.