— Dlaczego?
— Bo moja broń nie nabija się zwykłymi kulami, ale drobnymi szklanymi kapsułkami wynalezionymi przez austriackiego chemika Leniebrocka, których znaczny zapas posiadam. Te szklane kapsułki pokryte stalową blaszką i obciążone ołowiem są to prawdziwe butelki lejdejskie naładowane elektrycznością pod bardzo wysokim ciśnieniem. Za najmniejszym uderzeniem pękają, a najsilniejsze zwierzę upada martwe. Dodam jeszcze, że nie są większe niż czwarty numer śrutu i że nabój zwykłej strzelby mógłby zawierać ich dziesięć.
— Nie rozprawiam dłużej — rzekłem, wstając od stołu. — Pozostaje mi tylko wziąć strzelbę. Zresztą gdzie bądź pan pójdziesz, i ja z tobą pójdę.
Kapitan zaprowadził mnie na tył „Nautilusa”. Przechodząc koło kajuty Neda i Conseila, zawołałem mych towarzyszów, którzy się zaraz za nami udali.
Weszliśmy do celki leżącej na samym skraju statku obok izby maszyn, żeby się ubrać w stroje spacerowe.
Przechadzka po równinie
Celka ta, właściwie mówiąc, była arsenałem i szatnią „Nautilusa”. Z tuzin przyrządów nurkowych, rozwieszonych na przepierzeniu, oczekiwał wybierających się na przechadzkę.
Ujrzawszy je, Ned Land okazał widoczny wstręt do przywdziania tego ubioru.
— Ależ, mój dzielny Nedzie — rzekłem — lasy wyspy Crespo są to lasy podmorskie.
— Tak... — mruknął oszczepnik, widząc rozwiane swoje marzenia o świeżym mięsie. — I pan się w to, panie Aronnax, ubierzesz?