— A może chcesz się cofnąć? Jeszcze czas... No cóż?...
— Trzymam zakład — odpowiedział Buszmen.
Nosorożec stał spokojnie jak głaz. Sir John wybrał miejsce, które mu się zdawało najpewniejsze do zadania śmiertelnej rany. Zdecydował się ugodzić w nozdrze, a podniecony miłością własną, mierzył z nadzwyczajną starannością, której z pomocą przyjść miała wyborna broń.
Rozległ się wystrzał, lecz kula zamiast ugodzić w ciało roztrzaskała koniec rogu. Zwierz zdawał się nie czuć strzału.
— Tego strzału nie będziemy liczyć, wasza dostojność nie ugodziłeś w ciało — zawołał strzelec.
— Czy tak? — odrzekł Murray, nieco obrażony. — Przeciwnie, mój strzelcze, strzał się liczy. Przegrałem funta, ale trzymam dalej: dwa funty lub kwita.
— Jak się waszej dostojności podoba, ale szkoda pieniędzy, bo pan przegrasz.
Anglik bardzo starannie nabił sztucer, wymierzył celnie pod łopatkę i wypalił, lecz kula ugodziła w miejsce, gdzie skóra jakby rogowata zachodzi jedna na drugą. Pocisk odbił się jakby od żelaznej tarczy i upadł na ziemię. Nosorożec posunął się i cofnął o kilka kroków.
— Dwa funty — liczył Mokum.
— Czy trzymasz zakład dalej?