— Huk broni ognistej — odrzekł sir John.

— Broni ognistej? — krzyknął pułkownik — w której stronie?

Zagadnięty Buszmen odpowiedział:

— Wystrzały te pochodzą ze szczytu Skorcewa. Czy widzisz pan błyski ukazujące się na nim? Tam się biją. Niezawodnie Makololowie uderzyli na Europejczyków.

— Na Europejczyków! — zawołał William Emery.

— Tak panie — odpowiedział Mokum — ten huk może jedynie pochodzić z udoskonalonej broni europejskiej.

— A więc Europejczycy byliby tam — mówił pułkownik. — Jakiejkolwiek byliby oni narodowości, należy pośpieszyć im z pomocą.

— Tak, tak, naprzód, naprzód! — zawołał William Emery, którego serce ścisnęło się boleśnie.

Przed udaniem się ku górze Buszmen usiłował po raz ostatni zgromadzić rozpierzchnięty oddział, który nieprzyjaciele z łatwością mogli otoczyć i zabrać. Lecz gdy przybył na tył karawany, znalazł wozy wyprzężone i opuszczone, tu i ówdzie tylko dostrzec można było cienie Bochjesmanów umykających na północ.

— Tchórze! — wykrzyknął. — Zapominają o wszystkim, o trudach, o pragnieniu, byle tylko ujść.