Zgodzono się więc, aby bądź co bądź prowadzić dalej prace geodezyjne. Lękano się jednak, czy nie stanie im na przeszkodzie położenie miejscowe, mianowicie niemożność obrania punktu celowego za jeziorem Ngami.
Zwrócono się w tej kwestii do Mateusza Struksa, który przebywając od dwóch dni na szczycie góry, powinien by dotąd zastanowić się nad tą okolicznością.
— Panowie — odrzekł — czeka nas praca trudna i drobiazgowa, wymagająca cierpliwości i gorliwości, możemy jej wszakże dokonać. Idzie nam o połączenie Skorcewa z jakimś punktem trygonometrycznym poza jeziorem. Punkt taki rzeczywiście istnieje i obrałem go. Wznosi on się na północnym zachodzie jeziora, tak iż bok nowego trójkąta przetnie je w kierunku skośnym.
— Jeżeli więc jest taki punkt, na czymże więc polega trudność? — zapytał pułkownik.
— Na zbyt wielkiej odległości pomiędzy nim a Skorcewem.
— Jak wielka jest ta odległość?
— Najmniej sto dwadzieścia mil angielskich.
— No, przecież nasza luneta na tę odległość wystarczy.
— Wiem o tym, lecz potrzeba zapalić sygnał na szczycie.
— A więc go zapalimy.