— Popatrz, jak się ładnie bawię. Jaką świnkę zrobiłam.
Świnka miała tułów z kasztana, a nóżki z kawałków zapałek. Podobała się chłopcu.
— Ja też zrobię świnkę! — zawołał. — A potem psa i krowę. Będziemy się bawili w gospodarstwo.
Cudaczek westchnął żałośnie. Myślał, że będzie kłótnia i przedstawienie, a tu zaczyna się zgodna zabawa. Chłopiec przyniósł swoje pudełko z kasztanami, trochę wypalonych zapałek i usiadł przy Danusi. Potem kawałek zapałki wsunął w jedną dziurkę. Dobrze. Jedna noga już jest.
— Aha! — zawołał wesoło.
A Cudaczek-Wyśmiewaczek ziewnął i wsunął się głębiej pod kołnierz, aby się przespać.
Chłopiec tymczasem wkładał zapałkę w drugą dziurkę. Wypadła. Wepchnął mocniej i złamała się. Chłopiec syknął niecierpliwie i podskoczył na krześle.
A Cudaczek otworzył jedno oko i wyjrzał przez szparkę, bo może przecież coś będzie!
Chłopiec wziął nową zapałkę i zrobił drugą nóżkę. Potem trzecią. Ale wtedy pierwsza myk! — wypadła z tułowia kasztanowej świnki.
— Głupie zapałki! — pisnął Cudaczek-Wyśmiewaczek.