— Wstawaj, bo się spóźnimy do szkoły — mówi mama. — Już siódma wybiła.
— Uuu... ja chcę spać.
Potem przy myciu:
— Wodaaa... ziiimnaaaa... Iiiii!...
Potem przy śniadaniu:
— Uu... buu... kożuch w mleku!...
No i do szkoły poszedł z bekiem, bo mama nie pozwoliła iść bez rajtuzów.
— Buu... a Jurek był wczoraj bez rajtuzów!... Buu!...
Szedł pan Beksa ulicą i pochlipywał o te rajtuzy. A Cudaczek zaśmiewał się a zaśmiewał. Wtedy pan Beksa zobaczył, że chłopcy przed szkołą lepią bałwana. Zapomniał o rajtuzach i pobiegł pędem.
Nagle pac! Coś trafiło go w ramię. Piguła.