Mama zostawiła placki i zabrała się do ratowania podłogi.
— Że też zawsze wszystko robisz byle jak! — gniewała się, zmywając plamę z podłogi.
— To ja winien? Butelka sama się poturlała.
— Trzeba było ją postawić, a nie kłaść! I to jeszcze na samym brzeżku! A jak ty wyglądasz! Palto krzywo zapięte! But niezasznurowany!
— Bo mi się sznurowadło urwało...
— Dlaczego nie przyniosłeś palta do zeszycia? A sznurowadła nie związałeś tymczasem?
— A bo... a bo... położyłem na krześle i gdzieś się zapodziało.
Mama tylko westchnęła:
— Z tobą tak zawsze.
Cudaczek śmiał się w głos. Brzuszek mu pęczniał w oczach.