Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,

A na deser — tort z wietrzyka w księżycowym blasku.

Może mu się co zdarzyło? Może go napadli?

Szare piórka oskubali, srebrny głosik skradli?

To przez zazdrość! To skowronek z bandą skowroniątek!

Piórka — głupstwo, bo odrosną, ale głos — majątek!

Nagle zjawia się pan Słowik, poświstuje, skacze...

„Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!”

A pan Słowik słodko ćwierka: „Wybacz, moje złoto,

Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!”