Przyjemność, jaką mi sprawiła ta kobieta, nie przeszkodziła mi pamiętać, że bawiłeś bardzo blisko mnie dziś popołudniu: z pewnością byłabym cię odwiedziła, gdybym była na twoim miejscu, ale co za różnica!

List CLXXI

Środa po północy, grudzień 1775

Chcesz wiadomości o mnie, drogi Edmundzie111? Ale czy to bardzo pewne, że mego listu oczekujesz? Czy jesteś na tyle szczęśliwy, aby się czuć ożywiony dość skrystalizowanym, dość wyraźnym uczuciem, pozwalającym twej myśli i pragnieniu zatrzymać się na jednym przedmiocie? Oczywiście, nie roszcząc sobie praw, ani zasługując na to, winna bym mieć pierwszeństwo, ponieważ wydaje mi się, że przyjaźń ożywia się w chwili rozstania: względy już nie obowiązują; co sprawia, że niemal każdego umierającego kocha się i opłakuje. Nie jest z pewnością tak samo z żywymi i umarłymi.

Mniejsza z tym, drogi mój: chcesz, aby pisać do ciebie, więc piszę. Wymagasz istotnie cudów: jestem martwa i od strasznego kaszlu, który trwał trzydzieści godzin, i od kilku granów opium. Zażyte w tej dawce opium uspokaja mnie na sposób głowy Meduzy: jestem skamieniała, bez ruchu; nie mam prawie świadomości siebie; wszystko, co widzę, jest dla mnie jedynie latarnią magiczną. Osobliwy stan, być tak umarłą jeszcze za życia! Przypominałam sobie, żem cierpiała; wiedziałam, że to ty byłeś sprawcą mych cierpień; ale czułam w sobie stopień dobroci przewyższający ową dobrą owieczkę; nie wiedziałam już nic, że istnieją źli i że dobrzy muszą dźwigać poświęcenia i stawać się ofiarami; jeszcze mniej wiedziałam, że istnieją szlachetni ludzie, którzy gnębią i skazują na śmierć tych, którzy ich kochają; zapomniałam tego wszystkiego; czyż opium nie więcej warte od pełni rozsądku?

Drogi mój, czuję się tak złamana, duch mój i siły są tak wyczerpane, iż wydaje mi się, że życie moje zawisło już tylko od twej obecności. Tak, wierzę, że gdybyś przeciągnął podróż o miesiąc, to byłby już koniec, dogasłabym. Dlaczegoś wrócił? Dlaczego nie miałbyś dość dobroci i współczucia, aby przeciągnąć nieobecność i w ten sposób zakończyć walkę, która mnie trawi i czyni moje życie długą agonią?

Tak, drogi Edmundzie, czuję jeszcze wszystkie przykrości, niesmaki, cierpienia związane z głębokim uczuciem i niemożliwą sytuacją: czuję w każdej chwili, iż serce moje zamyka się dla wszystkiego, co jest przyjemnością.

Tak, miły mój, czekam cię, pragnę, dusza moja, myśl biegną za tobą; przybywasz i często serce moje zostaje zimne, cierpienia fizyczne pochłaniają mnie; chciałabym być z tobą, a one są mocniejsze od ciebie i ode mnie. Och, cóż za straszna rzecz, ten rozkład ludzkiej machiny!

Mój przyjacielu, mam nadzieję, że przeczytasz ten list, dlatego mówię ci zawczasu, bardzo zawczasu, abyś zapisał u odźwiernego Komedii Francuskiej w niedzielę na próbę panią Le Droit i kazał dla niej zamknąć lożę. Zapiszesz również nazwisko ks. Mileau; a także moją lożę i wreszcie moje trzy fotele na parterze. Och! męczy mnie śmiertelnie ten Hetman. Mój Boże, cóż za piękne rzeczy są w roli Adelajdy! O jakąż okropną noc przyprawiła mnie jej śmierć! I wszyscy ci ludzie będą sobie wieczerzać jak zwyczajnie! Cóż za głupcy są ci, co mają tylko inteligencję, a cóż za ohydna rzecz ci, co jej nie mają!

Jedyny mój, kiedy będę miała list? Kiedy dowiem się o twym powrocie? Zastaniesz mnie w łóżku; mają mi puszczać krew, kiedy już wyparuje z niej opium.