W chwili gdy pan to czyta, założę się, że już otrzymałeś bilecik, w którym jest powiedziane:
Dla ciebie żal mi słodkich porywów mej duszy,
Imię M... twe serce zawsze żalem wzruszy!
Och, Boże, uwierz pan jej, wróć jej spokój i jeśli możliwe, bądź szczęśliwy. Oto pragnienie, życzenie, prośba nieszczęśliwej istoty, która ma zawsze przed oczyma ten straszliwy napis bramy Piekieł:
Tu wchodząc, zbądźcie się wszelkiej nadziei.
Nie, nie mam jej już, nie chcę mieć, powinnam była unicestwić się w dniu, w którym miałam zostać sama. Niestety! doprowadzasz mnie do szaleństwa, a nie umiesz ukoić.
List XXX
Środa, 11 maja 1774
Nie zna mnie pan jeszcze; prawie niepodobna zranić mojej miłości własnej, a serce jest tak pobłażliwe! W istocie, wczorajszy wieczór dość był podobny do mdłych romansów, które przyprawiają o ziewanie zarówno autora, jak czytelników. Ale trzeba powiedzieć jak król pruski w nieco bardziej zaszczytnej okoliczności: Na przyszły raz spiszemy się lepiej.
To co stanowi epokę, jest miłe lub przykre; pan nie zapomni nigdy, że w dniu śmierci Ludwika XV spędził pan wieczór w głębokim śnie. Wierz mi pan, bywają boleśniejsze wspomnienia. Do widzenia.