Ach! mówiłam ci; w bezmiarze cierpień sama nie wiem, ciebie li to czy śmierci przyzywam; od ciebie czy od niej mam się spodziewać ulgi lub uleczenia. Nic nie działa już na mnie. Ach! czyliż mi zostaje jedna chęć, jedno pragnienie, jeden żal, jedna myśl, której byś ty i pan de Mora nie byli przedmiotem? Mój przyjacielu, sądziłam, iż dusza moja wygasła; mówiłam ci to i znajdowałam słodycz w spokoju; ale, mój Boże, jakże ten stan był przelotny! Wypływał jedynie z przedłużonego działania opium. Dobrze więc, wrócę doń znowu, odzyskam rozum lub też stracę go na zawsze.
Ale powiedz mi, jakim cudem możliwe jest, że jeszcze nie mówiłam ci o tobie? Że nie powiedziałam, iż lękam się powrotu gorączki? Że spodziewam się, iż będę miała wieści od ciebie dziś, w dzień pocztowy? Jeżeli nie, nie będę cię dręczyć, będę czekała do środy. Bądź zdrów, miły mój. Twoja dobroć, słodycz, szczerość przeniknęły me serce tkliwością i serdecznością.
Poniedziałek wieczór
Miałam tylko słowo od ciebie, tylko jedno słówko: ale mówi mi, żeś wolny od gorączki i to mnie uspokaja. Niespokojny jesteś o siostrę; ja również: tak bliskie mi jest wszystko, co ciebie dotyczy! I ja też mam gorączkę; napad cierpień tej nocy sprowadził zaburzenia w krwi i pulsie: ale nie niepokój się, nigdy śmierć nie zjawia się tak w porę. Nieszczęśliwi nie umierają; kiedy zaś kochają, są zbyt słabi, zbyt tchórzliwi, aby się dobić. Będę żyła, będę cierpiała, czekała nie szczęścia, nie radości, czegóż tedy? Drogi mój, do ciebie mówię, odpowiedz.
Popatrz, czy nie jesteś roztrzepany w sposób wręcz niebezpieczny: piszesz do mnie i nie pieczętujesz listu; abyś zaś o tym nie wątpił, odsyłam ci kopertę. Przesłałam list panu de Vaines. Hrabia de Crillon żeni się w tych dniach; spodziewa się szczęścia, największego szczęścia: oby się nie zawiódł! Pytał o ciebie z najczulszym zainteresowaniem, udzieliłam wiadomości kawalerowi d’Aguesseau, który jest w Wersalu. Papież umarł, a choroba jego budzi straszliwe podejrzenia58.
Dobranoc, drogi; głowa mi cięży, cierpię więcej niż zwyczajnie, ale mam wieści od ciebie, to najważniejsze. Jestem w stanie nader osobliwym: od dwunastu godzin stoi mi przed oczyma ciągle ten sam przedmiot, bez względu czy je mam otwarte czy zamknięte. Ten przedmiot, który kocham, który ubóstwiałam, przejmuje mnie grozą i przerażeniem. W tej chwili oto jest tutaj: to, czego dotykam, co piszę, nie jest mi bardziej namacalne, bardziej przytomne. Ale czemu się lękam? Czemu to pomięszanie? Gdyby to była...
List LXI
Środa, 6 października 1774
Drogi mój, nie mam wieści od ciebie; czekałam ich. Niestety! czuję, że dusza, która niczego się nie spodziewa, jeszcze spotyka się z zawodem, i że głowa najmniej zdolna do złudzeń i tak tworzy ich za wiele. Daruj, miły mój: to, iż tak potrzebuję ciebie, sprawia, iż nadto na ciebie liczę; trzeba mi się poprawić i z tego błędu.
Chora jestem, wydana na pastwę niewysłowionych cierpień; wszelkie pożywienie zadaje mi jednaki ból. Lekarz wnosi z tego, iż tworzy się jakaś przeszkoda w odźwierniku; nie znałam tego dzikiego słowa, ale to istne tortury, kiedy ta brama zechce się zamknąć. Biorę cykutę; gdyby mogli mi ją przyprawić jak niegdyś Sokratesowi, z jaką bym przyjemnością ją zażyła! Uleczyłaby mnie z powolnej i okrutnej choroby, którą nazywają życiem. Krzywdę mi czynisz, drogi mój; każesz mi się rwać do śmierci, a więzisz mnie przy życiu. Cóż za słabość! Cóż za brak konsekwencji! Tak, patrzę jasno; ale nie mam sił, ociągam się. Czuję to, przyjdzie dzień, chwila, iż będę gorzko żałować, że tak odwlekałam. W istocie, kiedy rzucę oczyma w przeszłość, widzę, iż byłabym zbyt szczęśliwą, gdyby kresem mego życia była środa 1-go czerwca59. Boże, ileż cierpień, mąk byłabym uniknęła! Tak, drżę na myśl, iż mogę czuć żal do ciebie o wszystko, com wycierpiała od tego straszliwego dnia. Jakież złe miałeś natchnienie! Śmierć moja nie byłaby dla ciebie nieszczęściem; do tej chwili nie pamiętałbyś już o niej; i oto zamiast tej niepamięci, która by ci pozwoliła cieszyć się spokojem i radością życia, przygniatam cię swymi cierpieniami, uciskam twą duszę brzemieniem swego życia. Ha! znam ją dobrze, tę duszę czułą, silną i pełną cnoty; byłaby zdolna spełnić wielkie poświęcenie, aby ulżyć nieszczęściu; ale pielęgnować je, łagodzić, uspokajać, to przekracza twą możność. Wszystko, co wymaga ciągłości, jest ci niepodobieństwem; serce twoje jest pełne żaru, ale nie zna, co tkliwość. Namiętność posuwa się jedynie skokami; od czasu od czasu działa, wybucha; ale tkliwość zna inne względy, wspomaga, pociesza, pisałaby każdą pocztą, ponieważ pamiętałaby o potrzebach cierpiącej duszy. Nie, nie czynię ci wymówek, są bezcelowe lub przykre. Ha! jakże byłabym nieszczęśliwa, gdybym ci sprawiła bodaj chwilę przykrości!