Drogi mój, jedna jest tylko droga otwarta do sławy, ale piękna: to droga Molierów, Racinów, Wolterów, d’Alembertów, Condorcetów etc., etc. Tak, drogi, trzeba się ograniczyć do tego, skoro nauka tak chciała. Dobranoc; nie wiem, czy ten list odejdzie, ale ugadałam się z tobą i uczyniłam sobie zadość.
Wtorek rano
Widzę, że poczta do Bordeaux odchodzi dziś rano, wysyłam zatem list. Gdybyś miał, jak mówiłeś zrazu, przybyć 13-go, byłoby to daremne. Donieś mi, skądkolwiek będziesz pisał, czy od 21 października do 1 listopada nie pisałeś do mnie ani razu. Poczta z poprzedniego poniedziałku i soboty minęła bez żadnej wiadomości. Nie umiem wyrazić, jak mnie to przygnębia; dusza moja jest martwa, ciało w stanie cierpienia, który obudziłby w tobie litość. Bądź zdrów, drogi; jeżeli usłuchasz pana Turgot, będziesz tu 13-go.
List LXXIV
Do pana De Guibert, Hotel Burgundzki, ulica Taranne
Niedziela, dziesiąta wieczór, 13 listopada 1774
Drogi mój, zadajesz mi ból; to uczucie, które mnie ożywia, jest wielkim przekleństwem dla ciebie i dla mnie. Miałeś słuszność, kiedyś mi mówił, iż nie potrzebujesz być tak kochany, jak ja umiem kochać; nie, to nie na twoją miarę: jesteś tak skończenie miły, że musisz być ulubieńcem tych uroczych dam, które kładą sobie na głowę wszystko, co miały wewnątrz i które są tak miłe, że miłują się ponad wszystko. Staniesz się szczęściem, zadowolisz ambicję prawie każdej z nich. Przez jaką fatalność ocaliłeś mnie dla życia, a każesz mi umierać z niepokoju i boleści? Drogi mój, ja się nie skarżę, ale przykro mi, że ty nie przykładasz żadnej wagi do mego spokoju; ta myśl na przemian mrozi i rozdziera mi serce.
W jaki sposób mieć chwilę spokoju z człowiekiem, którego głowa jest tak niepewna, który za nic liczy niebezpieczeństwa, nie przewiduje nigdy niczego, niezdolny jest do pamięci, ścisłości i któremu nie zdarza się nigdy uczynić tego, co zamierzył? Słowem, człowiek, który żyje na los przypadku, którego wszystko ponosi, a nic nie jest zdolne zatrzymać ani przywiązać? Mój Boże, to chyba Twój gniew, srogość Twej pomsty skazały mnie na to, aby pokochać, aby ubóstwiać tego, kto miał się stać męczarnią, rozpaczą mej duszy! Tak, miły mój, to co ty nazywasz swoimi wadami, zdoła może zadać mi śmierć, ale nic mnie nie ostudzi. Gdyby wola moja, rozsądek, zastanowienie miały jakąś władzę, czy byłabym cię pokochała? Ha! w jakiejż chwili nieznana moc wtrąciła mnie, popchnęła w tę otchłań! Drżę jeszcze, myśląc o tym. Jedyny sposób sprowadzenia miłego uczucia w mą duszę, byłoby pomyśleć, że zobaczę cię jutro; ale jak liczyć na to szczęście! Może powóz się złamał; może ci się trafiła jakaś przygoda; może jesteś w Chanteloup; słowem, wszystkiego się lękam, a nic mnie nie ukaja69.
Drogi mój, nie wystarcza ci przyprawiać mnie o niepokój; obwiniasz mnie jeszcze: miałam napisać do ciebie do Chanteloup? Toć w twoim ostatnim liście z Bordeaux pisałeś mi, że może nie wstąpisz do Chanteloup! Ach, dobry Boże, po cóż zda się wskazywać ci niekonsekwencję? Czy się przez to poprawisz i czy będę cię mniej kochała? Dobranoc. Każde otwarcie drzwi dzisiaj przyprawiło mnie o bicie serca; były chwile, w których lękałam się, że usłyszę twoje imię, a później byłam w rozpaczy, że go nie usłyszałam. Tyle sprzeczności, tyle przeciwnych drgnień serca, są wszelako szczerą prawdą i tłumaczą się tymi słowy: Kocham ciebie!