Ha! rozedrzyjże tedy do reszty me serce!
Doprawdy, jaka ja nieszczęśliwa! Jak ja nie mam taktu, miary! Jakąż omyłkę popełniłam, dobry Boże! Wystarczało ci, powiadasz z większą delikatnością niż uczuciem, otrzymać ćwiartkę białego papieru; otóż moje nieszczęście chciało, że w chwili, gdy mi wyrażałeś swą wolę, coś zmuszało mnie, aby ci powiedzieć wszystko, co myślę, co czuję; cierpiałam, dusza moja była znużona, obróciła się ku temu, kto ją rani. Och, ty nie zrozumiesz mnie, nie odpowiesz mi tak, jak pragnę: znienawidzę cię tym mocniej, im więcej ci okazałam słabości. Przestań mnie tedy dręczyć, dajesz mi zanadto i za mało; pozwól zgasić uczucie, którego nie chcesz, nie możesz podzielać.
Mój Boże, byłabym uleczona, gdyby nie ta przeklęta Pochwała Katinata; byłabym poprzestała na tym bezecnym bileciku z Courcelles, na którego wspomnienie trzęsę się jeszcze z gniewu; nie byłabym już nic wiedziała o tobie i w tym głębokim milczeniu miałabym bodaj siłę wyleczyć się lub umrzeć. Mój przyjacielu, jesteś bardzo winny, zupełnie bowiem na zimno stajesz się nieszczęściem mego życia. Powiedziawszy mi, że wiesz, że cierpię, dodajesz, iż chciałbyś być na wsi i że to twoje usposobienie potrwa długo. Jak to! wiesz, że wtrącasz mnie w rozpacz, i myślisz o sobie? Miałbyś ochotę jechać na wieś, a nie widzieć mnie! Czy to prawda? A jeżeli prawda, czemu mi to mówisz? Powinien byś przemilczeć to, co musi oburzyć mą duszę, tak, powinieneś, nie sądzisz chyba bowiem, że istnieje tylko jeden rodzaj obowiązków i że spełniłeś wszystko, kiedy zadowoliłeś interes osobisty oraz mniemanie świata. Bez wątpienia to dość dla tych pospolitych i próżnych dusz, które szczęście widzą jedynie w pieniądzach, poważanie zaś w uznaniu głupców. Będę apelować zawsze do twego sumienia, moje zaś sumienie osądzi cię, kiedy namiętność umilknie.
Drogi mój, ranisz mnie; listy twoje są zimne, smutne i obojętne; nie ma w nich ani słowa, które by płynęło z serca. Czemu więc moje tak oddało się tobie? Słowem, powiedz mi, czemu cię kocham, kiedy miałabym tak silne przyczyny, aby cię nie kochać; a przecież to nie jest, jak u większości kobiet, przez głupią i płaską próżność lub przez pustkę bezczynności. Niebo świadkiem, że rzeczą najbardziej dla mnie upokarzającą to myśl o zbrodni, tak, zbrodni, która mnie pociągnęła ku tobie.
Co się tyczy pustki i bezczynności, nie znam ich; dusza moja miałaby pokarmu na sto lat w tym, co straciłam, a życie moje wypełniłoby się tysiącem wrażeń, gdybym chciała; odpycham, odsuwam bez ustanku wszystko, co chciałoby się wcisnąć do mej duszy. Tak więc, widzisz, że to jakaś osobliwa fatalność skazuje mnie na mękę, która mnie zabija; a ty przyglądasz się jej okiem chłodnego widza. Zupełnie już oswoiłeś się z myślą, że nie będziesz miał znaku życia ode mnie! Starczyłaby ćwiartka czystego papieru! A ja napisałam tomy całe: ogarniasz całą niezręczność i głupotę mego postępowania? Wstydzę się za nie, ale chcę się trochę zemścić, powiadając ci, że w liście, na który odpowiadam, owym z 1 lipca, jest coś w smaku wprost ohydnym. To by jeszcze nie było nic, zły smak, gdyby nie płynął z wady o wiele cięższej niż smak i dobry ton. Och, zapamiętam ci to, a jeśli wówczas, kiedy cię tym pognębię, nie znienawidzisz mnie, jesteś, w istocie, bardzo dobroduszny.
Ale tak, jesteś łagodny, jesteś dobry: och, jesteś zarazem bardzo zły, bardzo twardy, bardzo niekonsekwentny; ale o wiele więcej jeszcze — i to wszystko pokrywa — jesteś b..... k....... Nie śmiem napisać tych słów pełnymi literami, zdaje mi się, że to byłoby tak, jakbym ci mówiła: jestem obłąkana, a ty tak byłbyś skłonny w to uwierzyć! tak łatwo przechodzi się do porządku nad szaleńcami. Chcę ci zawadzać, chcę cię tyranizować, chcę ci dać cierpieć przez jedną godzinę to, co ty mi każesz cierpieć całe życie.
Ale prawda, nie wspomniałam ci jeszcze o pierścionku, który mi dałeś, odjeżdżając; był on symbolem, godłem wszystkiego, co się zdarzyło. Włożyłam go na palec: w dwie godziny potem pękł! To nie jest zgoła żart, odczułam to jako najsmutniejszą wróżbę. Wracaj, miły mój, daj mi pierścionek, który by był silny i trwały jak moje uczucie; ten, który mi dałeś, nadto podobny był do twego, trzymał się jedynie na włosku.
Przeczytałam twój list poczciwemu Condorcetowi: jest uprzejmy i taki jak należało. Kochasz tedy już tylko naukę, a mimo to gardzisz sławą? W istocie, jesteś wielkim filozofem wówczas, gdy jesteś smutny. Ale tej zimy będziesz tak bogaty, szczęśliwy, wesoły, rozrywany! Wówczas nie będzie już mowy o tej głębokiej filozofii. Ech, nie, jeszcze nie zaszedłeś tak daleko w życie, twoja głowa jest jeszcze bardzo młoda: potrzebuje oczyścić się z wielu rzeczy, które często sprowadzają twą duszę na manowce.
Miły mój, jestem bardzo zuchwała, nieprawdaż? Krytykuję bez przerwy, ale kocham cię lepiej niż wszyscy, którzy cię ciągle chwalą. Pan d’Alembert kocha cię tak, jak gdybym ja mu pozwoliła. Bądź zdrów; pisz, i dużo.