Garsteczką złotego żeru

Śnieżne ptaszęta przysypię;

I znów lecę pod leszczynę,

Gdzie łania Goplany szczypie

Błyszczącą deszczem krzewinę;

I tęczę nad nią zawieszę,

I różę nad nią rozwinę;

I znowu dalej pospieszę

Na skrzydłach babki konika.

Przypływa tuman mgły rannej, oświecony tęczą; spod bramy kolorów wychodzi Goplana.