Spadały obie. Szkła czeskie342 i blaszki

Wydawały się gwiazdami złotemi,

I z włosów dziwne rzucały promienie;

Bielutką miała twarz — z tęczy odzienie.

Gdy wszedł do dębu rycerz, cała trwożna

Spłonęła, twarz jej spłonęła i szyja:

Wstyd pokazała w sobie nieostrożna,

I ten rumieniec, co w skażonych mija. —

Widzę, że dalej już pisać nie można,

Bo opisowość poetę zabija;