I był na twarzy przerażeniem biały,

I skry mu z oczów szły... i dreszczem mroźnym,

Miłością wielką dla nieszczęsnej chwały

Czuł się przejęty. Będąc tak ognisty

Z ręku księdzowskich wziął do Chana listy;

I wraz obrócił konia na południe

Ku wschodzącemu wtenczas miesiącowi...

Jechał i marzył o przyszłości cudnie.

A któż sny takie młodości wypowie?

Choć aniołami te strofy zaludnię,