Jako brusznica613, rzucając za siebie

(Pewnie w parobku jakim rozkochana)

Oczy — i śmiechy... którym nie pochlebię

Mówiąc, że były tak głośne i śpiewne,

Jak w lasach, kiedy jękną nimfy drzewne,

A potem echo gra kaskadą dużą

Tonów — śmiejąc się za siebie, zjechała,

Gdzie lirnik stary nad krwawą kałużą

Stał, a klacz jego srebrna w krew patrzała.

Tamże się słońca jakieś we krwi nurzą,