Przywołać rymy, chodzące samopas;

Poemat mój szedł tak dobrze z początku,

Kiedy był głodny — teraz, kiedy popas,

Zdaje się, że mu znów zabrakło wątku.

Każda z tych moich strof, jak blady topaz,

Oszlifowana w różne kostki rymu...

Lecz muszę z panem Beniowskim do Krymu.

Gdzieżem zostawił go? — Tak! przy księżycu

Ujrzał rycerzy błędnych koczowisko;

Zbroja błyszczała na jednym szlachcicu —