O mój Bohdanie! pod ten, co się skłębia,

Płaszcz, i sam przez się jest wiecznie ruchawy,

Ty lecisz z dziwną prostotą gołębia,

Chciwy napoju — i blasku i strawy...

I myśli się twój koń trwogą nie zdębia!

Żeś jest niewinne dziecko — znać z postawy;

Dlatego piecza760 i strach mię o ciebie,

Bo ten okropny duch żegnaniem — grzebie...

Ja byłem mędrszy z żurawi łańcucha,

Kiedym się zerwał sam i poszedł przodem;