Złote listeczki. — O tem ksiądz wielebny

Mówiąc z ambony, płakał; wierzba biała

Także, choć mówić nie mogła — płakała.

Konwalie białe, cicha mgła i rosa,

Trawy zapachem dyszały od kwiecia,

Gdy oto z wierzby trefionego włosa

Wybiegły jedna, potem druga, trzecia

Gwiazdy błękitne, i nie szły w niebiosa

Po niebie latać i trwać przez stulecia,

Ale nad wierzbą stanęły w lazurze,