Podały sobie ręce, mówiąc: Ave!

A obie były tak pełne tęsknoty,

Jak strumień i las; a miały postawę

Lekką, jak gdyby mogły iść w poloty,

Lecz oswojone były i łaskawe;

Jedna twarz miała czarną, druga bladszą,

Pastuszkom zdało się, że we śnie patrzą.

I wszystko zdało się snem w cichym lesie

Na mchach i białej konwalii, pod drzewem

Płonącem w światła cudownym okresie,