A nic nie wiedział, że chodził istotnie

W koronie złotej, z wielkim tęczy pasem.

Wreszcie zapomniał. — Jakiś pan tnie-po-tnie

Do jego celi cichej wszedł z hałasem

I z wódką — było na dworze wilgotnie;

Ksiądz się nie bronił, łyknął gorzałczyny

I ten sen w duchów uleciał krainy.

Lecz skutek? — skutek, jak się to pokaże,

Był na tym nawet świecie dotykalny.

Wkrótce będziemy z moją pieśnią w Barze,