I but czerwony, spłowiały — i dzika

Postać, i ten włos srebrny, często rwany

W żałości, i te zrennice z krwawnika,

Patrzące prosto w słońce, w błyskawicy

Ducha i złości, jak oczy orlicy,

I ten głos, który gdzieś zaskalne głosy

Wyrwał i kazał wkoło gadać skałom,

I ta wyryta na nim wiara w losy,

I te oddanie siebie wszystkim szałom,

I okolica, gdzie stał, i brzóz włosy