Patrzeć na pola Sybiru bezludne,

Na cień kibitki, która w śniegu goni,

A tak, jako ksiądz z Panem Bogiem, dzwoni.

Gdy leci, jakiś smutek goni za nią

I jakaś dziwna świętość wyprowadza

Za pola; drogi całe się tumanią,

Lasowi, zda się, że szumieć przeszkadza;

Kiedy gdzie trzodę rozbije baranią

Jak bomba, która cały szyk rozsadza,

Matki trzód, zdjęte boleścią człowieczą,