Otóż w tym — jak dziś zwiemy go — klasztorku

Często z Dianką prosiłyśmy Boga

Za ciebie, biedny Panie Janie; często

Wieczorem, kiedy w łąkach derkacz krzyczy,

A staw nakryty mgłą srebrną i gęstą,

Pełny różowych smug, a głos słowiczy

Po czarnym lasku girlandami spada

Z dębów aż na staw, i za stawem jęczy:

Często Dianka księdzu Lodze gada

O tobie, o tej śnieżno złotej tęczy,