Myśl moja niewstrzymana w te krainy goni,

Chciałbym jak duch w kwiecistej roztopić się woni,

Chciałbym jak liść nieznany paść tam, w głębi lasów”.

Gdy tak marzył — to wisznie i kwiaty ogrodu

Bezwonne przed nim rosły, bo myśl dalej biegła

I wkrótce marzeniami ognistymi wschodu

Zamknęła go w płomieni kole i obiegła.

Więc pojechał do wielkiej na północ stolicy,

Gdzie długo patrzał w Koran, zwierciadło kalifów;

Albo samotny słuchał wieków tajemnicy,