Wygrałem je był wczoraj na ostatnią kartę,

Przed wierzycieli okiem w podkowach uniosę.

Przez noc całą galopem popędzę przez błonia,

Złotymi kopytami srebrną bijąc rosę.

Potem w najbliższym mieście każę rozkuć konia

I za cztery podkowy uczt wyprawię cztery;

A potem, jako czynią modne bohatery,

W łeb sobie strzelę... Panią na uczty śmiem prosić.

A jeśli po kochanku chcesz żałobę nosić,

Upewniam, że ci będzie do twarzy z żałobą...