A tam... kształt jakiś czarny i niepewny...

Ówdzie zaś gwiazda biegła i spojrzała;

Ujrzałem lice przecudne królewny,

Której z rąk blasku różanego strzała

Przez proch więzienia i przez pajęczyny

Szła, zamieniwszy jej ręce w rubiny.

LVII

Splecione do nóg złociste jej włosy

Wlokły się prawie po głazów zieleni,

Gdzie zakończone jak dwa złote kłosy,