Wyście się po mnie wiele spodziewali;

Lecz miałem skute cierpieniem ramiona,

I wiecznie w tłumu zanurzony fali,

Nie mogłem czoła wznieść nad tłum — cierpiałem.

Precz, ludzie... dajcie spokojnie mi zasnąć!

Ha! i ta lampa chce ze mną zagasnąć.

Świeć, blada lampo, kiedy ja się mroczę,

Świeć — i świeć jutro nad korsarza ciałem...

Dotknąłem lampy i całe przezrocze

Krwią poplamiłem. — Tu wrogi być muszą...