Drzazgi z żelaza rozsypane skrami.

Jużem się lękał, że w topora jęku

Zarąbanego starca jęk usłyszę:

Lecz nie, wyciągnął ręce i od drzewa

Jak widmo, z włosem równo odrąbanym,

Odstał; krwawymi łzami zapłakany,

Z obliczem pełnym boskiego uśmiechu...

Ach! czyn Weneda taki musi przeżyć

Nasze mogiły. — Czy wiesz co, Sygonie?

Stań mi pod drzewem, stań mi tak na celu;