Niech do wężowej wieży rzucą starca.

Gryf wychodzi.

Głupie, bez serca rycerstwo patrzało,

Gdy we mnie wzbierał gniew; kiedym ja wrzała,

To stali cicho, jak uliczne chłopcy,

Sykaniem szczwając psa mojego gniewu.

Milczeli wszyscy. — Gdyby tylko jeden

Na starca słowem uderzył gryzącym

I mej bezsilnej kobiecej wściekłości

Przyszedł z pomocą, byłabym ostygła.