Musi być twarz Botwela? Na ponurym licu

Głęboki zamysł zbrodni uśpiony spoczywa;

Za nim księżyc na trawie długie kładnie32 cienie;

Błąka się — w dłoniach lampy ognisko ukrywa,

Aby jej nie zgasiło silne wiatru tchnienie...

O! Tak, bogdaj by zgasła! Wróci z twarzą ciemną,

Lecz przynajmniej nie ujrzę zbrodni na tej twarzy.

Nie, nie, lampa nie zgaśnie, sam wiatr ją rozżarzy.

Henryk zginie!... O Boże! Zmiłuj się nade mną!

Po chwili, z wzrastającym przerażeniem.