Czego tak głośno stąpasz? w pałacowej ciszy
O sklepienie się każde westchnienie roztrąca.
I uśmiech taki zimny — i dłoń taka drżąca.
idzie do okna
Czemu tak wcześnie? czemu tak wcześnie?
Już mię porzucasz, drogi mój! miły!
Jeszcze gmach cały spoczywa we śnie,
Ledwo wieczorne gwiazdy zalśniły.
Lecz oko twoje moich unika
I łzami smutna błyszczy źrenica.