Ja jeden byłem smutny! jeden tylko blady!

Dzikie ich uczty. Słuchaj! w granitowej sali,

Wokoło stół dębowy pucharami błyska;

W środku komnaty ogień z modrzewiu się pali,

I wkoło wieje dymem, wkoło iskrą pryska.

Sześciu Litwinów w burkach, bez ruchu jak głazy,

Unosili nad stołem smolnych sosn pochodnie,

Jako żywe świeczniki. Gwar, dzikie wyrazy!

Na lica miód przywołał występki i zbrodnie.

Dziwnie się wydawałem ja — mieszkaniec Rzymu