Dlaczegóż by miał znowu obierać Wielki Tydzień, a pojawiać się jakby na udręczenie nas biednych?
Wszakże widział, jak oto nawet... tonąc dla niego... umiemy tysiącami ofiarować mu życie nasze. A pełni jesteśmy odwagi.
Ufajcie Bogu, a miejcie oczy silnie zawsze na tamten brzeg obrócone, a nawet krzyczcie głośno wszystkimi głosy: pokaż się! może usłyszy!
A jeden człowiek był: który nie krzyczał, owszem naganiał owe próżne, bezsilne krzyki i wołania; a sam co ranek, rozebrawszy się do naga, biodra swoje przepasywał i rzucając się do wody, mordował się z Wisły falami.
Aż mu pierś ową pracą rozrosła się, a oddech posilniał... tak, że nie tylko na wodzie, ale pod wodą mógł zostawać całe godziny.
A inni mówili: że szalony jest i głupiec, bo pod wodą chodzi, a żadnych ryb nie wyciąga:
Czy pereł szuka — krzyczeli — a tego nie wie: iż perły są w morzu... a Wisła jeno muł ma na spodzie i chwasty?
Wszakże uczyli się pływać od swoich profesorów!
A do Francji posłali niektóre, aby się w sztuce inżynierskiej wyćwiczyli.
I stało się: że dnia jednego dał się słyszeć głos, niby spod ziemi wychodzący... który wołał: „Ojczyzną waszą jestem! znów przychodzę!”.