Z którymi znów się na powrót urodzi.

O ileż znowu dni dziecka różanych,

Ileż przypomnień z tego mi żywota

Wróci — i smętnych stąd tonów harfianych!

Bądźże mi lepszą — o, młodości złota

I ty, najpierwsza młodości godzino,

Niż ta, za którą łzy mi dzisiaj płyną.

Ileż dni przejdzie mi dziecinnych na łowach motyli, ileż pamiątek z dzisiejszego żywota zabłyśnie w oczach przyszłego dziecięcia!

I łzami napełnią się oczy moje — i trwogą podźwigną się włosy moje... słysząc ten ton harfiany, który mnie niewidzialną potęgą uderzy.

Bądźcie zdrowi, bądźcie zdrowi!... bo nigdy już więcej ta ręka nie uściśnie was... ale próchnieć będzie.