Tłumacz Słowa
Krótko mi je opowiedz.
Helion
Oto głuchoniemi płci męskiej — zwykle smętni i porywczego charakteru — skoro im pierwsze sposoby tłumaczenia się przez naukę zostaną odkryte: z wybuchem niby wulkanów objawiają nadzwyczajne zdolności, talenta — harmonią nawet języka, nigdy niesłyszaną, w dzwoniących rytmach wypisują — i z tym zapałem idą, jak gdyby świat cały pokonać mogli... Po kilku jednak tygodniach (a obserwacja jest powszechną) odpadają na nowo w pierwszą smętku chorobę; władze rozwinięte toną niby na powrót w te milczące posągi — i reszta geniuszu smętnie na zniechęconych do pracy ustach zagasa. Lecz co dziwniejszą jest, a podług obserwatorów niewytłumaczoną zagadką: to oto, że kobiety — lekkie i niemyślne istoty — żadnego ognia ani zapału do nauki piśmiennej nie pokazują, żadnej skry w oczach; ale raczej bladym, jesiennym różom podobne — więdną jak one.
Tłumacz Słowa
I nie mógłbyś mi z Ducha wykazać, że tak być musi, a nie inaczej?
Helion
Nie sądzę, aby te fenomena pod jakiekolwiek prawo niezmienne poddały się i były wytłumaczone.
Tłumacz Słowa
Powiedzmy — mój Helionie — że są grzesznicy Ducha silnego, którzy w ustach miecz płomienisty nosili, prawdę nim zabijali — na paradoksalnych tronach stojąc, ciskali słowa pioruny przeciwko prostej Wiedzy i pokornej cnocie. A drugie były Duchy słabe, ciągłą plotką karmione, ciągłą ust lekkością grzeszące — winne czasem, że się nieprzyjaźń między braci zakradła, a brzęk plotki poszedł ufność wzajemną pomieszać. Teraz te dwoiste Duchów girlandy ubierz w milczące i nieme ciała pokuty i na ziemię, upoiwszy je niezupełnie wodą letejską, przyprowadź: a obaczysz, że te wszystkie fenomena z natury logicznej grzechu i kary muszą się koniecznie objawić. Owi to mówce i oratory — smętne, że bez broni ognistej przychodzą, rzucą się niby lwy rozbudzone na te hieroglify pisane, które w pierwszej chwili — jako gwiazdy zbawienia powitane — zdają się, że ognistemu Duchowi na całą walkę ze światem wystarczą. Harmonią słów mieli: więc ją z siebie bez dźwięku, jako wodę i oliwę, cicho z ust płynącą, wylali. I wiadomości o świecie byli pełni — wielomownością grzeszyli: więc ową wielość szalonych myśli w pierwszym wybłysku Ducha — cały fajerwerk, pełny ogni i gwiazd, i wężów apokaliptycznych zobaczysz. — Potem dopiero między oczyma urodzi się pierwszy zmarszczek rozwagi. Ta myśl, że pismo aż do końca żywota będzie je światu tłumaczyło, a nigdy sercu ogień miotającemu, nie dopomoże — znowu na czołach usiądzie; a uczuwszy się posągami na ziemi — pod smutkiem kary cielesnej zaprzestaną wszelkich usiłowań i poddadzą się Bogu. Inaczej się dzieje z Duchami, które — słabszymi będąc — objawiły się w ciele niewieścim. Piękne te i słabe Anioły, lekkością niegdyś może grzeszące, przyszły pod klauzurą ciała nauczyć się miłosnej powagi, która na czołach matron być powinna. — Obserwacji więc — jak widzisz — doktorskiej nie odrzuciliśmy; ale oto pierwej bezużyteczna, teraz jest użytą — i służy niby za cegłę tej piramidzie, którą od początku, aż z genezyjskich korzeni wyprowadzamy. A nie lękajmy się nawet glinianych użyć cegiełek, jeżeli jednemu kościołowi prawdy dopomagają! Oto dzieciątka krzyczą, że były umarły i drugi raz się matkom narodziły — sam słyszałem. Ówdzie zaś matematyki stare — Galileusze może gwiaździści — na fujarkach grając, w pastuszkach rozwiązują matematyczne zagadnienia. Tam naród zażądał... a co trzeci prawie Duch, przychodzący w ciało — nim jeszcze żywota zaprobuje, a już piorunami czucia i żądzy na klawisze ciska i w struny dźwięków, niby człowiek tłumaczący się z duchowego cierpienia, uderza. Jeden z moich przyjaciół dziwi się wiekowi, w którym dziewczynki siedmioletnie jak Bajrony, już — szpilkami uzbrojone — grożą niebiosom i wyzywają Boga samego, aby się przed nimi usprawiedliwił.