I byli jeszcze ludzie, którzy się zebrali na ulicy, krzycząc: „uderzmy razem a zdobądźmy ten pałac, teraz nieprawnie zamieszkany przez szatana, a uczyńmy w nim wspólne mieszkanie nasze”.

I każdy z nich powtórzył: „uderzmy na dom, a wszystkimi siłami uczyńmy to — a zdobędziemy go niezawodnie”.

Lecz oto w tłumie tym byli ludzie różnych charakterów, opinij, talentów, rzemiosł i celów.

Jeden więc myślał: „Zdobędę dom i cały go na bank obrócę”.

A drugi: „Uczynię go schadzką wolnomularzy”.

A trzeci myślał w sobie: „Muzykiem jestem — a skoro w domu się ujrzę, dzień i noc będę wydawał koncerta i teatra”.

A inny rzekł: „Nie tak! — ale w ślusarnię go zamienię i postawię w nim kowadła i miechy, i kuźnię założę”; był bowiem rzemieślnikiem.

A wszyscy owi, na ulicy zgromadzeni, wiedzieli o sobie nawet i to, że niektórzy z nich nie mają uczciwości i obyczajów, a zamieszkawszy razem, gotowi by dom ów zabrudzić — a w rodziny spokojne wnieść nieporządek i nieczystość.

Zamiast więc zapału — rosła w tym tłumie obojętność; zamiast mocy zyskiwać — słabieli.