Nie bój się; piękną ci trumnę znajdę — i na pięknych kwiatach do snu położę i w pięknych gdzieś krainach obudzę! Albowiem przyrzekam ci, że będziesz długo spała spokojnie i nigdzie się nie zjawi gromada Duchów, która by ci podług piękności i wielkości twojej formę utworzyć mogła... Gdzież taka rewelatorka płomiennej śmierci dla kobiet ma być zażądana przez Duchy? — Dziw jest, żeś teraz przyszła na ziemię! I sądzę, że guślarstwo Dziadów — i inkantacje Manfreda, śród mgieł i orłów alpejskich burzom krzyczane — i ów wid ducha kaskady, pod kolorami tęczy stojący, znacznie ci do przyobleczenia się w ciało pomogły. Jam także cokolwiek dopomógł: posłuchaj!...
Helion
Lecz cóż się ze mną stało?
Tłumacz Słowa
Dobrze jest, żeś mnie z liryzmu wywiodła, albowiem rzeczy nawet porywające w przeszłość lub przyszłość całą Ducha istotę powinny być spokojnie mówione. — Pamiętasz — Izys moja — jak z bratem twoim, Sezakiem (za tysiąc lat dopiero miał się Chrystus pojawić) — stałaś w Tebach, na prawej stronie Nilu? Wiek był wielki135 — rok jakiś tysiącowy... Karnak się budował — i kilka tysięcy kolumn z różanego granitu przywieziono z Sieny. Duch twój, wpół wyduchowiony już cierpieniem i miłością, a po pas jeszcze przez glinę cielesnych form owinięty — i widzisz? z wężów ci daję spódnicę, a z tęczy koronę — Duch twój — mówię — wymyślił ową Sfinksa postać,136 wylawszy ją w brązie, z całej tajemniczości wspomnień wyrwaną. Bo Sfinks — to ty sama z piersią kochanki i matki, z twarzą przecudownej, Afrodytowej piękności, z ciałem łani, z węża ogonem, który się gdzieś w morzu natury zanurza, ze skrzydłami, które otwarte już — a jeszcze do nieba nie lecą... Sfinks — dawny kształt Ducha twego, świadectwo twojej metempsychicznej pamięci, potem tajemnica wiary; dziś potwór, przez dzieci nawet wyśmiany, wzięty za twór próżny imaginacji. Lecz ja widzę dziś te same skrzydła, do ramion twoich alabastrowych przypięte — a już nie granitowe, lecz anielskie: bo co z Ducha zostało stworzone, to wiecznie zostaje przy Duchu — i może być niecielesnym oczom widzialne... Stoisz więc — mówię — śród lasu wstających kolumn Sieny, które jak palmy z różanego granitu w słońcu kąpią złoto-różane wierzchołki, i widzisz twój lud, pracujący nad gwiazdą sfinksowych alei, które łączą cztery, przez Nil patrzące na siebie kościoły, i gdzieś dalej idą — aż pod tę górę żółtą piaskowców, gdzie kopią owe podziemne groby, podobne do kaskad i sal, lecących coraz dalej w Plutonowe ciemności królestwo... Roboczy i pokorny jest lud twój, albowiem na tej ziemi wszystko rozwinęło się podług Ducha pracy: wszystko Duch czynił dla trwałości. — Wielbłąd tam szeroko na ziemi postawiony; tylne — zda się — nogi ma wkopane w ziemię dla odepchnięcia ruchomej piasku nawały. Widziałem mrówki, na podobny wielbłądowi kształt zbudowane, które tylne nóżki — wyższe od głowy — podnosząc i ciężko nimi pracując, odrzucają w tył ruchomego piasku perełki. Widziałem te same mrówki — srebru i perle podobne — przy samych piramidach zajęte dziwną domków architekturą. Albowiem każda — loch sobie wykopawszy — od strony wiatru buduje mur wysoki z większych piasku odrobin — i nie boi się, że ją wyższe Anioły Ducha o dumę króla Cheopsa oskarżą. — I dziś na tej ziemi podobna jest wielbłądziej praca ludu — a gdym ci to wytłumaczył, wiesz teraz, dlaczegoś przed trzema lat tysiącami czciła Apisa137, którego szerść była mlecznej białości, a Duch Duchowi twego ludu podobny? — Długo wam tłumaczę początki; albowiem końców sami dojdziecie, jeżeli Duch wasz zawsze weźmie pod rozwagę początek Ducha i cele, a potem rozpatrzy się w ziemi, na której ten Duch, rosnąc, te lub owe kształty bardziej nad inne ukochał — pomnąc zawsze na to, że wszystkiemu sam jest winien. Na końcu bowiem tej pieśni — sądzę, że sprawiedliwość i miłość bożą ku światu, bez pomocy czyśca138 i piekła, a z jedną tylko nagrodą, która jest w zdobyciu Celów Ostatecznych, odkryjecie. I wiara wasza w nieśmiertelność Ducha stanie się już nie przypuszczeniem w Duchu, ale pewnością i Ducha naturą. — Skończywszy bowiem tę rozmowę, ja stanę się uczniem, a wy nauczycielami; albowiem każdy Duch oprócz wspólnej Wiedzy ma swoje doświadczenie — i gałąź lub kwiat lub owoc własny. Widzicie więc, że w tej idei nikt stanąć na czele nie może — ale śród odrodzonych musi zostać bratem. Bo chociaż dzisiaj — Helionie — widzisz twoją Helois pokorną, w płóciennej szacie, bez pereł na głowie — wszakże gdybyś chciał narzucić jej jaką formę, z twego wynikłą Ducha, ona ci się nagle może pokazać egipską królową, oćmić oczy twoje błyskawicą dawnej Wiedzy — i nagle ujrzysz ją, wydobywającą z siebie ognie niespodziane, poezję, przy której dźwięku ogłuchłyby wszystkie harfy świata. Najpokorniejszy więc Duch na świecie — dla ukarania teraz czasowego w ciele niemogący się objawić — może być takim zaklętym Aniołem. — Nie jestże139 to przyczyna, wiodąca nas ku miłości nawet dla tych, którzy się na chwilę skalali ciałem i — odwróceni od Boga — popełniają brud światowy, obrażają nas, jako dzieci, bez wiedzy i dla zagłuszonego na chwilę czucia — a co chwila powrócić mogą na drogę i przeróść nas jednym ognia niebieskiego wybuchem? Pogardziszli140 teraz uczonym, który — strzegąc swojej miłości własnej — w idei twojej nie będzie szukał prawdy, ale fałszu i sumienie nawet swoje na stronę przeciwną wyłamie?... albo drugim — który tę ideę wziąwszy, całe jej źródło, korzeń i łodygę w domu trzymać będzie — a pokazując jej nadzwyczajne listki, wabił nimi i zwabione wolne Duchy w sługi i niewolniki nowych kształtów zamieniał? Zaprawdę, nie ma złodzieja, który by sam siebie nie okradał; ani zabójcy, który by nad swoim Duchem nie spełniał zabójstwa! — Otóż widzisz, że choć dla niedoskonałości względnej możesz czuć gniew i nienawiść z ciała: to już przenikniony tą ideą — ani gniewu, ani nienawidzenia w Duchu mieć nie będziesz. Helois o tym nie wiedziała, będąc egipską królową i tworząc wiary milionowemu ludowi; podług więc dzisiejszych doktorów Kościoła powinnibyśmy uwierzyć, że skazaną jest za to na wieczną ciemność, gdzie nigdy Boga nie widzi i nie zobaczy — słuszna kara za to, że się w płomienie dla miłości małżeńskiej rzucała; że teraz oto — przy Karnaku patrząc w zorze wieczorne, na Egiptu niebiosa, gdzie przy zachodzie słońca całe niebo w jedną kopułę tęczową zamienia się, a po niej wędrują girlandami bociany — patrząc, mówię, na owe zorze i smętne ptaków wędrownych girlandy, i złowrogą a jasną gwiazdę Lucyfera, śni już o nowej wierze i nowe fałsze pogańskie wymyśla! — Właśnie tego wieczora donieśli jej dalecy pielgrzymi, że umarł jakiś stary król Dawid141 i położył się na mieczu i na harfie, brodą siwą jak srebrnym pancerzem okryty. Słysząc to, postać króla-harfiarza zanotowała głęboko w pamięci. Inni gdzieś... może kupcy Fenicjanie, donieśli jej o bajecznej wyprawie Argonautów — że Jazon porwał runo złote, uderzywszy łodzią aż o Słupy Herkulesowe; że rozkochał Medeę, która, opuszczając ojczyznę, prysnęła z rąk krwią czerwoną swych synków — straszna i w rubinach cała kochanka-zbójczyni... A drugi Mag powiada jako świeżą nowinę — że gdzieś śpiewak, Orfeusz, był w piekle za utraconą kochanką i graniem na lutni skruszył serce Plutona; że ją dostał, utracił — i w Tracji był rozszarpany przez pijane Bachantki: nie wiem — przez poezję czyli własne rozpacze? Takimi upojona powieściami, ona, która już dawno pobudowała piramidy, te gwiazd teleskopy — chciwa, czy w ruchu gwiazd nowych Ducha tajemnic nie wyczyta, kazała zawołać siedzące w lochach piramidowych astronomy. Ci jej donoszą, że podług rachunków gwiazdziarskich za trzy tysiące lat wszystkie gwiazdy po wielkim okręgu na swoje miejsca powrócą142 — że świat niebieski w tym samym kształcie oczom się ludzkim pokaże. Wtenczas w ręce załamane klasnąwszy, do kochanka, męża i brata143 obrócona, wykrzyknęła: „Jeśli gwiazdy wrócą, to i my wrócimy!” — A odtąd kazała wyryć na ścianach grobowca cały świata ówczesnego wizerunek: gmachy, łodzie, mosty, rzemiosła, kwiaty, nawet kuchni narzędzia — aby przy obudzeniu, tak dalekim, dopomóc smętnej pamięci... Kazała na obelisku tajemniczym językiem wyryć całą historię siostrzanej miłości, chcąc ją mieć do odczytania po wiekach; kazała na zachowanie wiekowe ciał wynaleźć wieczne balsamy; kazała z alabastru wykuć sarkofag, na dwie osoby szeroki — i położyła się spokojnie do snu z bratem swoim w trumnie przezroczystej, z obeliskiem, pełnym wyrazów miłośnych nad głową — pewna, że za trzy tysiące lat brata swojego zawoła po imieniu i strząsnąwszy mu z czoła proch pocałowaniem, zapali przy ciele leżącą pochodnię i najpierwej kochanka do owej księgi miłosnych pamiątek zawiedzie...
Otóż — moja Helois — właśnie po trzech tysiącach lat byłem w twoim grobowcu i przeszedłem cały korytarz w ziemię lecący. Widziałem po ścianach owe łodzie, mosty, kwiaty, na któreś ty patrzała. Poznałem, że to twój grobowiec być musiał, albowiem piękniejszy nad inne — i więcej w nim turkusowych kolorów — i więcej tęczy na ścianach — i więcej dziewiczego rumieńca na bladym granicie... A między owymi wizerunkami siedzi tam jeszcze ów Król-Harfiarz w złotej koronie, brodą siwą dźwięczący po strunach: jedyny prawie obcy przychodzień, bo jest innego Ducha wyobrażeniem...
I dalej idąc, zaszedłem w komnaty,
Które większały coraz: — jakieś sale!...
A wszędzie śmierci straszydła i kwiaty,
Turkusy, wlane w ściany i opale —