Tam w jednej wielkiej komnacie.
Przed babką rodu, co biała
Za firankami siedziała
W alkowie220, w ponocnej szacie,
Jakoby furia tajemna,
Dawno już głucha i ciemna;
A teraz, na ten mord smoczy
I krwotok z ciemnej alkowy,
Wytrzeszczająca te oczy
Tak, jak gdyby przed nią głowy