Że śmierć już mogła na gwiazdy odlecić9.

Dziesięć dni przeszło, dziesięć nocy drugich

Przeszło — nadzieja zaczynała świecić...

Po dzieciach ustał wielki płacz niewieści

I naliczyliśmy ranków trzydzieści.

Nareszcie zbywszy pamięci i mocy,

Położyłem się i zasnąłem w nocy.

I we śnie, w lekkie owinięte chmury,

Ujrzałem moje dwie umarłe córy.

Przyszły za ręce trzymając się obie;