żar bije z faszystowskiej spalenizny.
Jest to jak nagły wgląd w przyszłość, która ma nadejść
i już jej się nudzi za zasłoną. Żadne apokalipsy. Raczej
równość, dolny szlif w tumanie i w znieczuleniu.
W takim stanie idzie się na bezdyskusyjną potańcówkę,
na rytmiczną przyjemność i na coś mocniejszego.
Nie, nie na seks. Seks zmienił się w kochanie.
Jest nieprzystosowany, ale odważnie nie kryje swej natury,
tylko ją dyskretnie uświetnia.
Ciao.