przedżałobnej refleksji, choć czujący na twarzy żar za grzechy.

Oto on w obliczu obwieszczenia staje na palcach pod kolorową banderą

najświeższych, zbuntowanych orchidei i rzuca w świat flagę z promienia jak

oszczep, finałową flarę wielkiego koncertu. I podpisuje się pod nim jakby miał

na wszystko pieczątki urzędowe, grzecznie w prawym dolnym rogu,

mrówkowatym charakterem pisma jako

Ja — Twój mały niezmiennik.

diOda do miłości

Złotko, ma się na końcu języka tę noc drżącą, przerywaną snem i pierwszym

ochłodzeniem. I jakże bezładna jest w niej radość z wątłego istnienia, jak dotkliwie