— Bardzo ładnie pan to powiedział, panie Bondy — chwalił Sigi Weissberger. — Bardzo ładnie. Proszę zdradzić, panie Bondy, jak pan wpadł na taki pomysł?
— Jak? — odparł G. H. Bondy z roztargnieniem. — Właściwie, prawdę mówiąc, panie Weissberger, to dzięki staremu van Tochowi. On był tak przywiązany do tych swoich salamander... Co by biedak powiedział, gdybyśmy tym jego tapa-boys pozwolili wyzdychać albo pozwolili je wybić!
— Jakim tapa-boys?
— No, tym jego salamandrom. Teraz przynajmniej będzie się je przyzwoicie traktować, kiedy będą mieć jakąś wartość. A do niczego innego te potwory się nie nadają, tylko do tego, by z ich pomocą zrealizować jakąś utopię.
— Ja tego nie rozumiem — zastanawiał się Weissberger. — A widział pan już kiedyś jakąś salamandrę, panie Bondy? Ja właściwie nie wiem, co to jest. Jak to wygląda?
— Tego panu nie powiem, panie Weissberger. Czy ja wiem, co to jest salamandra? A po co miałbym wiedzieć? Czy ja mam czas, żeby się martwić tym, jak ona wygląda? Ja muszę być zadowolony, żeśmy ten syndykat powołali do życia.
Dodatek. O życiu płciowym salamander
Jedną z ulubionych czynności ludzkiego ducha jest wyobrażanie sobie, jak kiedyś, w dalekiej przyszłości będzie wyglądać świat i jego mieszkańcy, jakie cuda techniki jeszcze powstaną, jakie problemy społeczne zostaną rozwiązane, jak daleko zajdzie nauka i organizacja społeczeństw, i tak dalej. Większość tych utopii jednak bardzo żywo interesuje się problemem, jak w tym lepszym, bardziej postępowym albo przynajmniej pod względem technicznym doskonalszym świecie wyglądać będą takie stare, ale wciąż popularne kwestie, jak życie płciowe, rozmnażanie się, miłość, małżeństwo, rodzina, kwestia kobiet i tym podobne. Świadczy o tym bogata literatura tematu, na przykład dzieła Paula Adama, H. G. Wellsa, Aldousa Huxleya i wielu innych.
Przywołując te przykłady, autor uważa za swój obowiązek, żeby — skoro już rzuca spojrzenie na przyszłość naszej planety — omówić także to, jak w tym przyszłym świecie płazów funkcjonować będzie ich życie seksualne. Czyni to już teraz, żeby później nie wracać już do tej sprawy. Sposób rozmnażania się Andriasa Scheuchzeri w podstawowych zarysach nie różni się od innych płazów ogoniastych. Nie mamy tu do czynienia z kopulacją we właściwym słowa znaczeniu, samiczka składa jajeczka w kilku etapach, zapłodnione jajeczka przekształcają się w wodzie w kijanki i tak dalej. Można o tym przeczytać w każdym podręczniku biologii. Wspomnimy tylko o niektórych osobliwościach, które zaobserwowano w tym względzie u Andriasa Scheuchzeri.
„Na początku kwietnia — relacjonuje H. Bolte — samce dołączają do samic. W każdym okresie płciowym samiec trzyma się z reguły tej samej samicy i nie opuszcza jej nawet na krok przez kilka dni. W tym czasie nie przyjmuje żadnego pokarmu, podczas gdy samica wykazuje znaczną żarłoczność. Samiec przegania ją w wodzie i stara się przytulić głowę do jej głowy. Gdy mu się to uda, wysuwa pysk nieco przed jej głowę, może po to, by nie pozwolić jej uciec, i nieruchomieje. W ten sposób, dotykając się tylko głowami, gdy tymczasem ich ciała tworzą kąt mniej więcej trzydziestu stopni, pływają oba zwierzęta bez ruchu obok siebie. Od czasu do czasu samiec zaczyna wić się tak mocno, że uderza bokami w boki samicy. Potem znowu nieruchomieje, z nogami szeroko rozstawionymi, dotykając jedynie pyskiem głowy swej wybranki, która tymczasem obojętnie pożera to, co napotka. Ten, jeśli wolno nam tak powiedzieć, pocałunek trwa kilka dni. Niekiedy samica odpływa w poszukiwaniu pożywienia, a wtedy samiec napastuje ją, ewidentnie bardzo rozdrażniony, ba — niemal rozwścieczony. W końcu samica rezygnuje z dalszego oporu, nie ucieka już i para unosi się w wodzie bez ruchu, podobna do czarnych sczepionych ze sobą polan. Wówczas ciałem samca zaczynają wstrząsać konwulsyjne skurcze, podczas których wypuszcza do wody obfite, nieco lepkawe nasienie. Zaraz po tym opuszcza samicę i włazi pomiędzy kamienie, skrajnie wyczerpany; w tym czasie można by mu odciąć nogę lub ogon, bez reakcji obronnej z jego strony.